List od s.Miriam z Papui Nowej Gwinei

Ocena użytkowników:  / 4
SłabyŚwietny 

Otrzymaliśmy od naszej drogiej Parafianki s. Miriam list i życzenia na Święta Wielkanocne. Z radością je Wam przekazujemy.   W galerii kilka zdjęć przesłanych przez siostrę. 

 

 

Madang, PNG – 3 Kwietnia, 2015 r

 

Przewielebny Ks. Proboszczu Eugeniuszu!

Przewielebny Ks. Wikary Tomaszu!

Kochani Parafianie!

 

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie z dalekiej, ale jakże pięknej i słonecznej Papui Nowej Gwinei! Minęło już dziesięć miesięcy odkąd opuściłam moją  rodzinną parafię i wylądowałam w kraju mojej misji. 

 

 

Gdy dnia 1 maja 2014 roku samolot szybował nad Port Moresby - stolicą Papui Nowej Gwinei, aby za chwilę zakończyć wielogodzinny lot, przypomniałam sobie rok 1984 gdy po raz pierwszy lądowałam na ziemi nowogwinejskiej. Mój pierwszy list napisałam wtedy z nagłówkiem: „Myślałam, że to raj“, bo stolica PNG „ukryta“ wtedy między drzewami skojarzyła mi się z wielkim ogrodem. Tym razem „drapacze chmur“, kurz i pędzące samochody ulicami stolicy nie przypominają już tamtego widoku... Jedynie uśmiechnięte twarze czekoladowego koloru, wysokie palmy, kwitnące drzewa, niesamowite piękno przyrody i otulający zewsząd „szal“ gorącego powietrza uświadomiły mi,  że po dziesięciu latach w Polsce, Bóg znowu przeniósł „moją duszę utęsknioną“ do „raju Bożego przeznaczenia“. Jest to już mój trzeci powrót do tego specyficznego „raju“...

 

Spytacie Kochani, jak mi się żyje w tej znanej mi, ale jakże nowej rzeczywistości. Dostosowałam się dość szybko do upałów i innego stylu życia, który tak bardzo mi odpowiada. Piękno przyrody napełnia mnie radością i dodaje energii, aby stawić czoła nowym wyzwaniom. Uniwersytet, na którym pracuję (Divine Word University in Madang) rozrósł się nie do poznania. Na naszym kampusie Uniwersyteckim mieszka ponad 1600 studentek i studentów, ponadto mieszkają tu też wykładowcy z rodzinami... Nasz kampus to istna mozajka kultur, a ta wielokulturowość wprost uderza i oszałamia, bo są tu studenci z 22 Regionów PNG. Każdego dnia uwielbiam Boga podziwiając piękno przyrody i Boży cud napotkanego człowieka, że dane mi było tutaj powrócić...

 

Już od 5 czerwca 2014 r., podjęłam pracę, wykładam na Uniwersytecie, a młodzi ludzie dodają mi energii życiowej i wpływają na mnie bardzo optymistycznie. Oczywiście widzę niesamowitą różnicę poziomu intelektualnego moich obecnych studentów w porównaniu                z rocznikami, które uczyłam przed dziesięciu laty. Są bardziej otwarci, oczytani i odważni                w podejmowaniu dyskusji. Chociaż wciąż potrzebują dużo zachęty i wsparcia, nie poddają się i z nadzieją patrzą w przyszłość, mimo, że muszą stawiać czoła trudnym wyzwaniom. Jedną           z trudności z jakimi się borykają, to brak funduszy na studia. Rozpoczną, a potem trudno jest im kontynuować, bo opłaty są za wysokie jak na tutejsze warunki. Studia opłaca za nich pracujące rodzeństwo, albo rodzice. W górskich wioskach, gdzie ludzie żyją w szczepach, cały szczep zbiera pieniądze dla studenta, ale w miastach, rodzina jako podstawowa komórka społeczna liczy już tylko na siebie. 

 

Dnia 21 listopada, podczas wakacji, wyjechałam do Enga z ramienia uniwersytetu, aby przeprowadzać badania naukowe, w tym regionie na temat „Rola kobiety Enga przedtem i dzisiaj...“. To w regionie Enga był początek mojej „misyjnej przygody“ w Papui Nowej Gwinei, to tam wszystko się rozpoczęło. Doleciałam samolotem do Mt. Hagen, skąd odebrała mnie s. Jadwiga Faliszek, a pozostałą część drogi do Enga przebyłyśmy samochodem. Po drodze z lotniska, wstąpiłyśmy na targ po owoce i warzywa. Chłopcy w wieku szkolnym 7-16 lat zabiegali nam drogę ofiarując swoją pomoc w niesieniu owoców i warzyw do samochodu. Niektórzy czekali przy parkingu, aby z przyjeżdżających samochodów donosić nową dostawę na targ. Często taki worek był cięższy niż waga ciała chłopca, który go niósł... Zastanowiło mnie czy, ci młodzi chłopcy, chodzą wogóle do szkoły. Rozmawiając z niektórymi dowiedziałam się, że większość z nich pochodzi z pobliskich regionów, i przyjechali do miasta po utracie jednego  albo i obu rodziców, aby zarobić na swoje utrzymanie i wspierać swoją rodzinę pozostałą na wsi. Nazywają ich „TAXI BOYS“, a w innych regionach świata to są „STREET BOYS“ – czyli, „CHŁOPCY/DZIECI ULICY“. Jest to przykład dzieci nowogwinejskich, które pracują ponad siły swoich fizycznych możliwości, aby wspierać rodzinę. 

„Miałem sześć lat – mówi 14 letni Naro z Kompiam-Ambum w Enga - gdy po śmierci Mamy wskoczyłem na ciężarówkę by z dorosłymi mężczyznami jechać do Mt. Hagen by tutaj pozostać z rodziną ciotki. Już osiem lat jestem tutaj „taxi boy“. Początkowo byłem tylko wewnątrz targu, aby odwiązywać, zszywać i zawiązywać worki. Gdy byłem już silniejszy zacząłem pracować na zewnątrz targu i teraz odbieram worki z samochodów z dostawą warzyw i owoców, aby je donieść do odpowiedniego stanowiska. Czasem, jestem szczęśliwy, ale w niektóre dni czuję ogromny ból ramion i kręgosłupa tak, że z bólu nie mogę zasnąć...“ Zapytany o szkołę spuścił wzrok, a jego twarz posmutniała... „Gdy byłem małym chłopcem – kontynuował - marzyłem, że zarobię dość pieniędzy, aby starczyło na opłatę szkoły, wiem, że szkoła to coś dobrego i że to jest ważne, aby umieć czytać i pisać... Ale teraz jest już za późno... Za zarobione pieniądze kupuję sobie ubranie, trochę żywności dla ciotki, u której mieszkam, a od czasu do czasu kupuję olej, sól i ryż i wysyłam do Enga gdzie mieszka mój Ojciec z rodzeństwem bo im też nie jest łatwo.“ (Naro z Ambum w Enga - 14 lat)

Kończyłam właśnie moją rozmowę, gdy s. Jadwiga wracała z owocami. Spojrzałam na grupę młodych chłopców podbiegających do klientów by służyć pomocą, prześcigających się, by zdobyć jak najkorzystniejszy układ... Ten obraz „przykleił się“ do mojej wyobraźni, który jest ogromnym kontrastem stosunkowo dobrze zorganizowanego „kampusu uniwersyteckiego“, do którego powrócę. Tak, ten kontrast to nowe oblicze PNG, którego nie znam sprzed laty. Ogromna przestrzeń pomiędzy bogatymi, których już stać na wiele, bo zdobyli wykształcenie i pracę w jednej z przodujących w kraju kopalni złota, niklu, miedzi, czy gazu ziemnego i tych, którzy walczą od najmłodszych lat, by przeżyć... Boże mój, modliłam się gdy samochód wzbijał się w górę poszerzając horyzont pięknych krajobrazów, Ty, który usłyszysz nawet najcichszy głos ubogiego, wsłuchaj się dzisiaj w pragnienie serca młodego Nero... Uwierzcie mi kochani, że Bóg naprawdę usłyszał, bo dowiedziałam się, że Siostry Miłosierdzia w Mt. Hagen mają centrum dla takich chłopców... Siostra Gina obiecała, że go odszuka...

Jechałam do PAR mojego DOMU sprzed laty... W miarę jak samochód przybliżał się do miejscowości Par – gdzie spędziłam 12 lat młodości zakonno-misyjnej moja radość wzrastała, a serce łomotało coraz głośniej. I... taki też czysto ludzki niepokój: „czy rozpoznają mnie, czy jeszcze pamiętają? Minęło przecież dziesięć lat od mojego ostatniego krótkiego tam pobytu, a 18 lat odkąd opuściłam region Enga... 

Kochani! Tak wiele zmieniło się tu na lepsze. Pobliskiego miasteczka – Wabag - prawie nie poznałam, tak się rozbudowało... Najbardziej dotykał mnie fakt, że gdziekolwiek pojawiłam się ludzie rozpoznawali mnie i w mig słyszałam jak wykrzykiwali moje imię z każdego kierunku... Boże mój modliłam się w sercu, jakże niesamowita jest wdzięczność tych prostych ludzi... Minęło tyle lat, a czas nie zatarł w ich pamięci doświadczenia wspólnie przebytego odcinka drogi, i myślę, że wiem dlaczego, bo to TY – Panie kroczyłeś z nami w kierunku Domu Ojca i to Ty zachowałeś w ich pamięci radość tamtych dni. 

Na niedzielną Mszę świętą młodzież przygotowała niektóre z pieśni, których ich uczyłam. Wiem, to było ich dziękuję... Tak łatwo było zorganizować grupy kobiet, mężczyzn i młodzieży na wywiady, które chciałam przeprowadzić... Jedna z kobiet powiedziała: „Miriam, tak się cieszę, że powróciłaś, bo możemy spotkać się, porozmawiać i powspominać dar tamtych dni, które wyryły niezatarty ślad w naszych sercach i nadały właściwy kierunek naszemu życiu.“ 

W połowie lutego rozpoczął się nowy rok akademicki, który trwa do końca października. Wykładam Etykę chrześcijańską i Metodologię prowadzenia badań naukowych na wydziale teologicznym. W tym semestrze prowadzę dwudziestu studentów, którzy piszą prace bacheloratu i dwóch doktorantów. Jest to dla mnie ogromne wyzwanie, ale będąc w bliskim kontakcie z młodzieżą mam wiele okazji, aby nie tylko przekazywać wiedzę, ale kształtować serca powierzonych mi młodych ludzi tak, by kierowali się w życiu wartościami Ewangelii i ustawiali właściwe priorytety życiowe. Największą część dnia zajmują mi oczywiście sprawy związane z wykładami, spotkaniami, pracą na Uniwersytecie, ale angażuję się też w misyjną posługę dla wspólnoty akademickiej, czy parafialnej... jednodniowe skupienia dla studentów, weekendowe rekolekcje, czy też odwiedziny pobliskiego więzienia dla kobiet...  

Któregoś dnia w marcu, w duchu wielkopostnego pochylenia się nad potrzebującymi rozmawiałam ze starszą kobietą, która każdego dnia przychodzi na Mszę św., potem siada na jednej ławce przy bibliotece (zawsze tej samej) i siedzi tak do wieczora, aż się ściemni, czasem coś czyta, ale przeważnie siedzi obserwując studentów i innych przechodniów. Gdy zapytałam o jej imię w języku pidgin odpowiedziała mi pięknym angielskim, że aż nie potrafiłam ukryć mojego zdziwienia. Spytałam, czy należała kiedyś do chóru bo ma tak czysty i piękny głos, gdy włączy się do śpiewu w kościele, że słucham jej zawsze z zachwytem. Uśmiechnęła się (a uśmiech ma tak uroczy, że aż żal bierze, że tak żadko się uśmiecha) i powiedziała: „o, Ty to zauważyłaś, tak należałam do chóru narodowego w Port Moresby“. Okazało się, że jest to wysoko wykształcona osoba, ale gdy była młodą mężatką jej mąż despota bardzo ją bił, uderzając głową o ścianę... Po kilku takich akcjach okazało się, że jej mózg został uszkodzony. W Madang mieszka z synem, ma w jego domu łóżko i kolację każdego wieczoru, jak to określiła... Kocha atmosferę uniwersytetu i to dlatego siada tutaj cichutko, nie przeszkadzając nikomu i obserwuje... Podałam jej ciastka, spojrzała mi głęboko w oczy, uśmiechnęła się i powiedziała pokornie: dziękuję... 

Tamtego wieczoru modliłam się: „Panie, otulam szalem modlitwy Idę i tysiące nowogwinejskich kobiet (i nie tylko), które podobnie jak Ida są ofiarami przemocy w rodzinie...“

 

Kochani, na okres Zmartwychwstania Pańskiego życzmy sobie wzajemnie, Kochani, głębokiej zadumy nad szaleńczą miłością naszego Pana i Mistrza. Módlmy się, aby Jego DROGA, którą nam wskazuje całą swoją OSOBĄ, coraz pełniej stawała się naszą DROGĄ, abyśmy mieli odwagę, siłę i niegasnący entuzjazm by kroczyć nią tak jak ON i wskazywać ją innym. Kochani, proszę nie zapominajcie o mnie i moich tutaj ludziach w swoich modlitwach, bo naprawdę na nią liczę i bardzo jej potrzebuję.

Pozdrawiam też Siostry Boromeuszki i wszystkie wspólnoty w parafii.

Niech Bóg Wam błogosławi i strzeże – Lb 6:22-26,

Z darem modlitwy S. Miriam Długosz, szczęśliwa misjonarka z PNG.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Ogłoszenia

 

 

Posłuchaj niedzielnego kazania

Opolskie dla Rodziny

Strona Domu Miłosierdzia

Modlitwa wstawiennicza

Wycieczki parafialne

 

 

Siostry Boromeuszki

Minuta ze Słowem

Obraz z kamery

Odpusty jako wielki dar

Nauka o odpustach łączy się z tajemnicą Bożego Miłosierdzia. Odpust jest to darowanie przez Boga kary doczesnej za grzechy odpuszczone już co do winy.

Czytaj więcej...

Sakramenty święte

Sakramenty święte - co wiedzieć należy...

Czytaj więcej...

Malowidła Dankwarta

Rozkład malowideł K. Dankwarta na sklepieniu kościoła parafialnego

Czytaj więcej

Joomla templates by Joomlashine